Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kim Jongdae. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kim Jongdae. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2016

Breakfast [7/18]

!Autorka!
a/n: za błędy wszystkie przepraszam, ale niestety nie betowane :<

Zrobiło się około dwudziestej, po wypadku dwójki chłopaków na torze Jongdae zaprowadził Minseoka do lodziarni znajdującej się po drugiej stornie ulicy, tak jak obiecał. Weszli do środka, miejsce to okazało się być zupełnie puste, z wyjątkiem jednej osoby, która pracowała w sklepie.
- Witam, czy mogę wam w czymś pomóc? – zapytał znudzony nastolatek zza rzędu lodów na wystawie. Nazywał się Sehun.
- Tak – powiedział Minseok, idąc naprzód. – Czy mógłbym dostać jedną z najdroższych rzeczy, jakie tu serwujecie?
Jongdae szeroko otworzył swoje oczy na to oświadczenie, mrucząc coś pod nosem nieskładnie osłupiały przez bezceremonialność Minseoka.
- Pewnie – odpowiedział zwyczajnie Sehun. Jongdae wyglądał, jakby miał się zaraz popłakać. - Chcesz lody Banana Split?
- Zdecydowanie.
- Dobra, więc to będzie 16,000 won.
Rudowłosy chłopak odwrócił się do Jongdae, który właśnie się pochylał, zasłaniając swoją twarz i przygotowując się do płaczu.
- Minseok – Jongdae jęknął z rozpaczy. – Dlaczego ty mi to robisz? – Następnie zaczął szlochać w swoje dłonie.
- Buuu – zaszydził Minseok z drugiego. – Przynamniej krew ci nie leci z twarzy – Naburmuszył się, wskazując na plaster, gdzie bardzo niezdarny wrotkarz go zranił.
Jongdae zachlipał i posłał w stronę drugiego spojrzenie smutnego szczeniaczka. Jednak Minseok pozostawał niewzruszony na próby kruczowłosego chłopaka, by zyskać chociaż trochę jego sympatii, który westchnął pokonany.
Sehun odchrząknął, nagląc ich, by się pospieszyli. Minseok przewrócił oczami, gdy Jongdae powoli wyjmował ostatnią część gotówki, jakie ostały się w jego portfelu. – Dlatego? – zaskomlał cicho.
Opanowany, rudowłosy chłopak błyskawicznie chwycił pieniądze i podał je Sehunowi. Znudzony kasjer szybko umieścił je w kasie bez zgody Jongdae i odszedł by zrobić lody.
- Jesteście ludźmi bez serca – zapłakał Jongdae.
- Tak, tak.
Parę minut później, Sehun wrócił z lodami z owocami i śmietaną dla Minseoka i zapytał – Chcesz tylko jedną łyżkę, prawda?
- Tak…
- Nie! – wtrącił Jongdae.
Sehun zupełnie zignorował drugiego i podał Minseokowi jedną łyżeczkę. – Miłego dnia.
- Dzięki. – Uśmiechnął się rudowłosy chłopak. – Tobie też!
Para podeszła do stołów i usiedli przy jednym tak, że Jongdae mógł obserwować, jak Minseok pochłania wieżę lodów przed sobą. Chłopak był ciągle smutny z faktu, że nie dostał ani trochę z tego pysznie wyglądającego smakołyka, za który ON zapłacił, lecz oglądanie jedzącego Minseoka było bez porównania lepszym doświadczeniem.
Cały smutek w sercu Jongdae zniknął i natychmiast wybaczył chłopakowi za opróżnienie jego portfela z całych jego pieniędzy. Minseok wyglądał jakby był w siódmym niebie, efektownie pałaszując każdy kawałek deseru. Jongdae delikatnie wypuścił powietrze i uśmiechnął się, mając w pamięci, czemu nie zrezygnował jeszcze ze zdobycia zaufania Minseoka.
Nie tylko dlatego, że rudowłosy był najsłodszą osóbką na świecie, ale był również bardzo intrygujący. Przez lata Minseok wybudował wokół siebie wysokie mury, a Jongdae był bardzo ciekaw, jaki charakter miał prawdziwy Minseok, gdy ewentualnie uda mu się je zburzyć. Kruczowłosy chłopak dopiero dzisiaj zaczął roztrzaskiwać wierzch, podczas ich wypadu na rolki, jednak Minseok szybko załatał dziurę, gdy się skaleczył, doprowadzając Jongdae do miejsca, w którym zaczynał. Przynajmniej chłopak był na tyle nieskrępowany przy Jongdae, że ciągle miał on szansę poznać go bliżej. To była ciężka praca, ale wiedział, że jest warta swojej ceny.
- Więc jak chłopaki, jest coś między wami? – ktoś nagle powiedział, wytrącając Jongdae z jego transu. To był Sehun, który trzymał miotłę.
- NIE – prawie wykrzyknął Minseok. – To niedorzeczne.
- Au – Jongdae żartobliwie wydął wargi. – Kupiłem ci lody, bądź miły.
Rudowłosy chłopak wywrócił oczami i drwiąco wepchnął sobie całą łyżkę lodów do gardła, na co Jongdae mocniej wydął wargi.
- W takim razie jesteście przyjaciółmi? – zapytał Sehun, siadając od niechcenia przy parze. – Wydaje się, że ten tutaj utknął w strefie przyjaźni – stwierdził wprost, wskazując Jongdae, który rzucił mu groźne spojrzenie.
- Nie – powiedział Minseok, jedząc dalej swoje lody. – Jesteśmy po prostu znajomymi.
- Auć – odezwał się Sehun, nie zmieniając zupełnie wyrazu twarzy. – Więc strefa znajomości.
Jongdae rzucił skrzywione spojrzenie chłopakowi. – Czemu ty tak właściwie z nami rozmawiasz? – spytał szorstko.
- Bo mizdrzyłeś się do tego chłopaka z lodami i pomyślałem, że zabawnie byłoby zainterweniować – wyjaśnił dosadnie Sehun. – I było.
Jongdae uniósł brew, a Minseok natychmiast zrobił się cały czerwony na twarzy.
- Cóż, kto by nie chciał się do niego mizdrzyć? Czyż on nie jest uroczy? - kruczowłosy chłopak zapytał, wskazując na Minseoka i uśmiechając się.
Minseok doznał zawału serca. – Ja… Jongdae… Ty… Dlaczego… Łazienka – wydusił z siebie chłopak, pogłębiając swój rumieniec na twarzy, gdy pobiegł na drugi koniec sali.
Jongdae wzruszył ramionami i obserwował, jak chłopak ucieka. „Przynajmniej tym razem niczego nie roztrzaskał.” Pomyślał, biorąc łyżkę Minseoka i zajadając deser lodowy.
- Jak typowo – odezwał się Sehun.
- Co? – spytał Jongdae, wsuwając ostatni kęs lodów.
- Albo mały jest szalenie nieśmiały, albo też ma na ciebie małego crusha.
Brwi Jongdae powędrowały do góry. – Skąd takie założenie?
Sehun odwrócił się twarzą do drugiego i odpowiedział: - Czytałem kiedyś coś podobnego w mandze shoujo. Więc wiesz…
Jongdae jęknął wewnętrznie i schował twarz w dłoniach, gdy mangozjeb opowiadał o swoim romantycznym, dziewczęcym, japońskim komiksie.



W łazience Minseok starał się opanować wewnętrzny wicher emocji, który odczuwał.
- Jezu, chciałbym, żeby przestał mówić takie bzdury – powiedział chłopak do siebie. Wydął wargi, obserwując się w lutrze i dźgnął się w policzek.
W Minseoku naprawdę nie było nic imponującego, więc dlaczego Jongdae ciągle się przy tym upierał? Jongdae albo oszalał lub starał się po prostu być miły i w rzeczywistości nie miał nic z tego na myśli. Najwidoczniej może ktoś mu powiedział, że Minseok potrzebował więcej przyjaciół albo że musi częściej wychodzić. To wszystko było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Przez to rudowłosy chłopak był podejrzliwy. Nie zasługiwał na czyjąkolwiek uwagę i powinien przestać tak się podniecać za każdym razem, gdy Jongdae coś robił.
Serce Minseoka zatrzepotało, wziął drżący oddech. Trudno było mu opanować swoje emocje, gdy Jongdae tak bardzo starał się zrobić mętlik w jego głowie. Minseok musiał zachować spokój, ale Jongdae rozrywał go na strzępy. Po co było to wszystko?


- Więc ten koleś z którym spędzasz czas – zaczął Sehun. – Chcesz się do niego zbliżyć?
- Tak – westchnął Jongdae. Nie mógł uwierzyć, że pytał się licealisty, jak pójść randkę z Minseokiem. Najwidoczniej młody miał chłopaka albo coś, bo dodawał mu otuchy, że warto spróbować.
- Cóż, wydaje mi się, że jest bardzo nieśmiały – powiedział w zamyśleniu Sehun. – Powinieneś spróbować z nim taktyki jeden-na-jeden, którą zobaczyłem w mandze…
- Sehun, nie obchodzi mnie co było w jakiejś głupiej mandze, którą czytałeś.
- O…
- Po prostu mi powiedz, co mam robić.
- Tak – pokiwał głową Sehun. – Spróbuj wypożyczyć jakieś filmy i obejrzyjcie je razem. To jest całkiem dobre, bo możesz łatwo nawiązać z nim rozmową o tym co jest na ekranie.
- Eh… - wzruszył ramionami Jongdae. – Myślę, że powinienem spróbować.
- Powinieneś.
- Wiesz co, wcale nie jesteś aż tak okropną osobą.
- Staram się.
Właśnie w tym momencie Minseok wyszedł szybkim krokiem z łazienki i spojrzał na swój deser lodowy, gotów, by go dojeść. Jednak nic już z niego nie pozostało. – Jongdae czy ty…?
- Możliwe – kruczowłosy chłopak uśmiechnął się, podczas gdy drugi się wściekał.
- Jongdae, przysięgam na Boga, wyskrobię twoje oczy tą łyżeczką…
- Wiesz w anime, kiedy dwie osoby dzielą tę samą łyżeczkę, to bardzo to biorą do siebie – stwierdził Sehun. Jongdae jęknął głośno i uderzył twarzą o blat stołu.
- Czemu? – spytał Minseok, mrugając szybko z dezorientacji.
- Bo to jest pośredni pocałunek.
Oczy rudowłosego chłopaka wytrzeszczyły się, a twarz nabrała rumieńców. Jongdae wystrzelił w górę i uśmiechnął się. – Naprawdę? Akurat to jest bardzo interesujące.
- Daj mi pieniądze na powrót do domu autobusem, teraz – rozkazał Minseok. Czuł się, jakby zaraz miał stracić grunt pod nogami. 

środa, 19 sierpnia 2015

Soy Milk Lattes and Silent Baristas [1/21]

(hej, tutaj pika_byun. razem z kuki postanowiłyśmy połączyć nasze siły i miłość do xiuhana, więc oto pojawia się tłumaczenie pierwszego rozdziału tego przyjemnego opowiadania. jest to niezbetowana wersja, więc za wszelkie błędy przepraszam z góry. nie przedłużając, enjoy!)

!Original!
!Author!
Gatunki: au, fluff, romans
Pairing: Xiuhan




Kiedy Luhan obładowany masą książek pojawił się w kawiarni, była ona już wypełniona po brzegi ludźmi i panował w niej niemały zgiełk. Chciał zamówić latte, usiąść przed dużym oknem przy wejściu i napisać pracę na zajęcia. Była to jego codzienna rutyna. Wchodził, zamawiał kawę u wiecznie uśmiechającego się baristy o imieniu Jongdae i rozprawiał się z ogromem szkolnych materiałów do dokończenia. W tle zawsze rozbrzmiewał leniwy jazz i właśnie w taki sposób Luhan lubił spędzać czas.
Poprawił pasek od torby na ramieniu i ustawił się w kolejce, powtarzając w głowie po raz kolejny swoje zamówienie. Poproszę jedną małą bezkofeinową latte. Na miejscu. Jednak z każdym krokiem naprzód orientował się, że coś się zmieniło. Przy kasie zamiast wyszczerzonego po uszy Kim Jongdae stał ktoś nowy. Jego włosy były w niecodziennym kolorze kwitnących kwiatów wiśni, a on sam wydawał się być całkiem niski, choć mogło to byś spowodowane jego opieraniem się o ladę.
Luhan stał zbyt daleko i nie był w stanie odczytać imienia na plakietce nowego baristy, ale wielki napis znajdujący się obok niego, był na tyle duży i kolorowy, że od razu przyciągnął uwagę Chińczyka. Grube litery widniejące na kartoniku wpadały w oko każdej osobie stojącej w kolejce.
Witam! Jestem kuzynem Kim Jongdae i zastępuję go na czas, kiedy załatwia sprawy rodzinne. Proszę wskaż na tym menu, co chcesz zamówić, abym mógł przyjąć Twoje zamówienie :)
Pod słowami była widoczna jaskrawa strzałka wskazująca na zalaminowaną listę sprzedawanych w kawiarni wyrobów. Luhan był zaintrygowany. Po raz pierwszy miał styczność z kimś, kto w taki sposób obsługiwał klientów. Może był zza granicy? Albo nie potrafił mówić po koreańsku? Nawet Luhan opanował ten język w miarę dobrze, a opuścił Chiny dopiero dwa lata temu.
Luhan i tak miał już wyryty numer latte w pamięci, więc nie stwarzało mu problemu wskazanie go na karcie. Młody mężczyzna stojący za ladą miał intensywne spojrzenie, a w jego oczach było widać małe tańczące ogniki. Musiał nazywać się Minseok, przynajmniej tak było napisane na plakietce przy jego uniformie.
Od razu po zapisaniu zamówienia, Minseok obdarował Luhana szerokim uśmiechem. Rozpromienił on całą jego twarz, a kąciki oczu lekko się przy tym zmarszczyły. Prawdziwy, autentyczny uśmiech. Z niewyjaśnionych przyczyn Luhan stracił dech w piersiach. Jaki uroczy. Oddał uśmiech, a potem odszedł poczekać na swoją kawę, bez przerwy wpatrując się w nowego baristę.
Minseok radził sobie z obsługiwaniem klientów i maszyn w ciszy, ale z gracją, uśmiechając się do każdej nowej osoby. W odróżnieniu od Jongdae nie starał się nawiązać rozmowy, co coraz bardziej utwierdzało Luhana w przekonaniu, że musiał być obcokrajowcem.
Czasami przeczesywał swoje różowawe włosy, aby je odrobinę ułożyć. Luhan wgapiał się w chłopaka tak intensywnie, że prawie nie zauważył, kiedy jego kawa została postawiona tuż przed jego nosem.
Luhan szybko otrząsnął się z pewnego rodzaju hipnozy, otępienia i zabrał swoją kawę, dziękując przy tym Minseokowi. Poszedł na swoje stałe miejsce, które jakimś cudem nie było zajęte i rozłożył się ze wszystkimi swoimi książkami. Miał do napisania esej z dodatkowego języka i historii muzyki oraz cały rozdział z matematyki analitycznej do dokończenia.
Zaczął pisać, delektując się przy tym wyborną kawą. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, kiedy zauważył, że na unoszącej się na górze, puszystej piance zostało uformowane serce.
Luhan zaczął się zastanawiać jak długo Jongdae będzie niedostępny. Miał cichą nadzieję, że sprawy rodzinne zajmą mu więcej niż parę dni.

Jeden esej z głowy, drugi w połowie, a kafejka zaczęła pustoszeć. Matki ze swoimi dziećmi po kolei wychodziły kończąc wcześniej wielkie kubki gorącej czekolady. Inni klienci szli do domów po dniu zapchanym spotkaniami, pracą, szkołą. W tym momencie Jongdae zazwyczaj opróżniał wystawę z ciastami i dawał te starsze kawałki Luhanowi, ale dzisiaj to Minseok prowadził biznes i dzięki swoim urokom sprzedał każdy słodki przysmak. Kiedy Luhan naprowadzał ostatnie poprawki i zbliżał się do końca swojej mozolnej pracy, Minseok czyścił podłogę.
Chińczyk wstał niezgrabnie od stolika, wsuwając pliki kartek do torby. Minseok i Luhan byli sami, a krzesło niezręcznie zatrzeszczało, gdy je odsunął. Nowy barista spojrzał na Luhana dopiero, gdy ten podszedł parę kroków do drzwi i położył swoją dłoń na znaku „zamknięte”.
Luhan poczekał aż Minseok odstawi mokrego mopa. Po chwili podszedł, ale na jego twarzy była wymalowana niepewność.
- Więc… jesteś kuzynem Jongdae? – zapytał trochę niepewnie Luhan, próbując przełamać niezręczną ciszę.
Minseok zmarszczył brwi i podniósł rękę, którą niemal od razu zaczął szukać czegoś w swojej kieszeni. Wyjął z niej długopis i kawałek papieru, a po chwili już coś na niej pisał. Wyciągnął rękę i podał biały, zapisany skrawek, aby chłopak mógł przeczytać.
Może już się domyśliłeś, ale jestem głuchy. Jeśli nie znasz języka migowego… wtedy pisanie jest najłatwiejszym sposobem, aby się ze mną komunikować. Nie będzie Ci to przeszkadzać?
            Luhan był odrobinę zaskoczony, ale wykopał z czeluści swojej torby długopis i odpisał.
Och, myślałem, że jesteś obcokrajowcem. Jak tam wrażenia po pierwszym dniu w pracy?
-
Szczerze mówiąc jest lepiej niż myślałem! Udało mi się dużo sprzedać i nie jest w połowie tak ciężko jak oczekiwałem, że będzie.
-
To dobrze, cieszę się. Wiesz kiedy wróci Jongdae?
-
Nie jestem pewny… ale dam Ci znać, jeśli mi powie. Wy dwaj… jesteście przyjaciółmi?
-
Nie do końca… Jestem po prostu regularnym klientem.
-
Och, no cóż, miło Cię poznać. Jestem Minseok, a jak Ty masz na imię?
-
Luhan.
-
No dobrze, Luhan. Zobaczę Cię jutro?
            Luhan jedynie skinął głową, ale była to wystarczająca odpowiedź dla Minseoka, który uśmiechnął się od ucha do ucha, a odchodząc w kierunku zaplecza energicznie pomachał mu na pożegnanie. Brunet spoglądał na niego jeszcze przez sekundę, a potem wyszedł. Trochę szumiało mu w głowie, zarówno od kawy jak i uroczego baristy.
           
Zobaczę Cię jutro? Te słowa utkwiły w jego pamięci. Jongdae nigdy nie wspominał o tym, że ma kuzyna w mieście. Z drugiej strony ich rozmowy nie były jakoś szczególnie długie. Jedyne co zastanawiało Luhana to, co takiego robił Jongdae i jak długo Minseok będzie pracował w kawiarni. Wydawało się, że przyciągnął więcej klientów i Luhan musiał przyznać, że może odwalał nawet lepszą robotę od Jongdae.
Ich style były różne, Minseok bardziej się skupiał na kawie i zamówieniach (było to spowodowane zapewne tym, że nie miał możliwości głębszego porozumiewania się z klientami), Jongdae z kolei na interakcjach z ludźmi. Niezależnie od tego, obydwoje byli naprawdę interesujący. Już się nastawił na powrót do kawiarni następnego dnia, dotrzyma obietnicy danej Minseokowi, a przy okazji dokończy pisanie prac na zajęcia.

W drodze powrotnej Luhana zaskoczył deszcz, więc gdy pojawił się przed drzwiami do apartamentu, wyglądał jak zmokła kura. Potrząsnął swoją wilgotną czupryną niczym zmoczony pies i wszedł do mieszkania, Cała trójka jego współlokatorów już była na miejscu. Zitao był rozwalony na kanapie i grał w jakąś grę na konsoli. Przypominał trochę kota, bo swoim długim, giętkim ciałem zajmował całą przestrzeń wokół siebie. Jedynie mały skrawek na boku zostawił wolny, aby Yixing pożerający paczkę ziemniaczanych chipsów mógł się tam upchnąć. Nigdzie nie było widać Krisa, ale jego niezastąpione okulary przeciwsłoneczne i płacz były przewieszone na krześle w kuchni, aby mogły wyschnąć.
- Cześć wszystkim. – Luhan odłożył swoją torbę i przeciągnął się. Zitao, albo jak go nazywają, Tao, nie zauważył jego wejścia, ale Yixing już tak. Rzucił mu paczkę chipsów.
- Masz. Laysy od Laya – zażartował.
- Mam raczej ochotę na coś konkretnego. Porządną kolację. Będę zamawiał, jakieś życzenia? – zapytał Luhan, po czym odrzucił oferowaną mu przekąskę. Tao nagle zastopował grę i odwrócił głowę w jego stronę.
- Możemy zjeść pizzę?
- Brzmisz jak dzieciak. Poza tym już wczoraj jedliśmy pizzę, ile można?
- Ale pizza jest dobra, no weź! – powiedział z grymasem na twarzy Tao i lekko wzruszył ramionami.
- Tak, Mamo-Luhanie, też chcę pizzę! – wypowiedział z trudem Yixing, ponieważ śmiał się z przekomarzającej się dwójki.
- No dobrze, moje biedne dzieci. Ale to wy płacicie! – Luhan starał się wejść w postać, ale niespecjalnie mu to wyszło.
- No mamo, w jakim to my świecie żyjemy, żeby zmuszać dzieci do płacenia za kolację? – Nikt nie zauważył, kiedy Kris pojawił się w pokoju. Opierał się delikatnie o framugę drzwi i spoglądał na Luhana z udawaną powagą, ale i rozbawieniem. Luhan na jego widok jedynie parsknął.
- No skoro tak to niech Tata zapłaci – powiedział Mama-Luhan z uśmieszkiem na ustach. Kris zmarszczył nos, było widać, że nie był szczęśliwy z takiego obrotu sytuacji. Jednak po chwili wyciągnął z kieszeni wymiętolone banknoty.
- Róbcie co chcecie. – Rzucił pieniądze w stronę Tao, który dopadł je w locie. Szybko doczołgał się do wspólnego laptopa, który ładował się w rogu pokoju.
- Okej, kto chce Kanadyjski Bekon?
- Nie musimy przecież kupować tej pizzy, mamy przecież nóż, prawda? Przytrzymajcie Krisa i gotowe. – Wszyscy wybuchli śmiechem, mimo że żart nie był wcale aż tak śmieszny. Kris obdarzył Luhana morderczym spojrzeniem i lekko rozczochrał mu włosy. Wszyscy czuli, że zapowiadał się miły wieczór.

Czterdzieści minut później Kanadyjski Bekon zawitał na kuchennym stole czterech wygłodniałych młodych mężczyzn. Usiedli na kanapie i z łatwością pochłonęli największą z możliwych pizz. W międzyczasie opowiadali o tym, jak minął im dzień.
Tao pracował jako instruktor sztuk walki w dojo na końcu bloku i tego dnia musiał sobie poradzić z dwoma złamanymi nadgarstkami i podbitym okiem.
Lay, który dorabiał sobie jako sprzedawca gitar i harmonijek w sklepie muzycznym, nie miał nic ciekawego do powiedzenia, o ile nie liczyć faktu, że dostał darmowe ziemniaczane chipsy.
Kris studiował i grał w reprezentacyjnej drużynie koszykówki. Znowu wpakował się w związek z nową dziewczyną (jakoś nie mógł z żadną wytrzymać ponad tygodnia) i najwyraźniej była niezłą laską. Tak naprawdę to nigdy nie widzieli ani jednej „zdobyczy” swojego kumpla, więc po wielu rozmyślaniach, zaczęli podejrzewać, że Kris wymyśla te wszystkie związki, aby podbudować sobie ego i sprawić, aby byli zazdrośni.
Luhan opowiedział o swoich nudnych wykładach, a opowieść o Minseoku zostawił na koniec.
- Więc… Jongdae wyjechał pozałatwiać jakieś sprawy rodzinne i jakiś nowy koleś go zastępuje.
- O! I co? Zachowywał się jak debil czy coś w tym stylu?
- Nie, co ty! Wręcz przeciwnie. Dlatego zacząłem ten temat.
- No cóż… jeśli wpadł ci w oku to powinieneś go tu kiedyś przyprowadzić. – Luhan szturchnął Tao i lekko uderzył go w głowę, a ten wydał dźwięk niczym zbity pies. – Ja mówię serio!
- Dopiero go poznałem, okej? Nie przyprowadzam prawie obcych ludzi do domu. Może kiedyś…
Wszyscy chcieli wiedzieć jak miał na imię, jak wyglądał, czy był dobrym barwistą, a Luhan odpowiadał na tyle pytań, ile był w stanie. Nie powiedział im jednak o istotnej barierze, która utrudniała im rozmowę, ale odłożył to na inny dzień, ponieważ istniała szansa, że zniszczy wyobrażenia chłopaków.
- Ma na imię Minseok i wydaje się być bardzo miły. Jest niewyobrażalnie dobry w obsługiwaniu tego ekspresu, jego kawa jest przepyszna! Jest pewnie w naszym wieku… może trochę młodszy, ale ma policzki jak małe dziecko. – Wszyscy zachichotali, a Kris napełnił swoje policzki powietrzem i zarobił od Luhana niezłego plaska w jednego z nich. – Nie aż tak bardzo, ty idioto. W każdym razie jest naprawdę atrakcyjny i nie zapraszam go tutaj. – Luhan uśmiechnął się od ucha do ucha, a reszta zaczęła się śmiać, mimo że nic zabawnego się nie stało. – Przynajmniej na razie… Zobaczymy jak się sprawy potoczą.

Dochodziła godzina ósma wieczorem, a Tao i Kris mieli rozgrywkę życia w Mario Kart. Z kolei Luhan i Yixing porównywali swoje eseje na zajęcia, notatki z wykładów i patrzyli z politowaniem na zachowanie swoich współlokatorów. Tao warknął na Krisa, gdy ten uderzył jego postać jakąś niebieską muszlą. Po chwili Kris lekko oberwał w piszczel, kiedy znowu coś nie poszło po myśli młodszego. Zaczęli się przepychać i skończyło się na mini pokazie wrestlingu. Dwójka chłopaków zajmująca się trochę ważniejszymi sprawami stwierdziła, że nie ma zamiaru przebywać w tym samym pomieszczeniu co takie dzieciaki, więc uciekli do swoich sypialni.

Luhan potrzebował snu, odpoczynku. Dzień pełen nauki i użerania się z ludźmi totalnie wyprał go z wszelkich sił i chęci. Wziął prysznic, umył zęby i rozpłaszczył się na materacu. Zanim zakopał się pod swoją ciepłą kołdrą, wyłączył światła i ułożył się wygodnie, opierając plecy o ścianę. Wziął telefon do ręki i wszedł w przeglądarkę. Od razu wiedział, co chciał sprawdzić. podstawy koreańskiego języka migowego
„KSL (Korean Sign Language) tak jak inne języki migowe wykorzystuje niemanualne symbole spełniające leksykalne i składniowe funkcje. Pomagają one w rozmowie i wpływają na zainteresowanie odbiorcy. Jest to między innymi bogata gestykulacja, na przykład: unoszenie i marszczenie brwi, kiwanie i potrząsanie głową, pochylanie/odchylanie się itp.”
„Ten alfabet jest używany przez osoby głuche mieszkające na terenie Korei Południowej i posługujące się KSL. Jest to alfabet wymagający ruchów jednej ręki. Poszczególne znaki odzwierciedlają wygląd danej litery zapisanej w Hangulu (koreański alfabet)”.
Luhan czytał dopóki jego oczy nie zaczęły boleć od długiego wpatrywania się w mały ekranik. Jego palec niekontrolowanie się kurczył od przesuwania artykułów i wielu stron. Nauczył się trochę podstaw, alfabetu i paru użytecznych wyrażań jak „dziękuję”, „proszę”, „chciałbym” oraz jako bonus nauczył się liczb i słów „mała” i „kawa”. Czuł się z siebie naprawdę dumny, więc odłożył telefon na bok i położył się, aby zasnąć. Zanim zapadł w sen pokazywał ruchy, które w języku migowym oznaczały bardzo dla niego ważne, lecz krótkie zdanie.
Chciałbym
Jedną
Małą
Kawę
(L–A–T–T–E)
Proszę


sobota, 8 sierpnia 2015

Breakfast [6/18]

!Autorka!


Z jakiegoś powodu, ta cała sceneria przypominała Minseokowi pewną przesłodzoną dramę, którą oglądał parę lat temu, kiedy nudziło mu się podczas wakacji. Chłopak (Jongdae) zabrał dziewczynę (Minseoka, chociaż Minseok był totalnie męski) na rolki. Dziewczyna nie wiedziała, jak na nich jeździć (tylko w tym przypadku role się odwróciły). Chłopak ją tego uczył, jednak nadal jest epicką porażką, więc i tak ciągał wkoło jej niedoświadczony tyłek.
Ogólnie sprawa jeżdżenia na rolkach była całkiem urocza, ale to się teraz działo odzwierciedlało komedię w najlepszym wydaniu.
Minseok stał normalnie na swoich rolkach, gdy przyglądał się jak Jongdae cały upada i próbuje się wyprostować, trzymając się drzwi prowadzących na tor do jazdy.
- Kurwa – burknął Jongdae, gdy powoli zaczął osuwać się na podłogę, przesuwając pod sobą wrotki. Rudowłosy chłopak parsknął, starając się powstrzymać śmiech. – Minseok, pomóż mi – poprosił Jongdae. Wspomniany chłopak uśmiechnął się z rozbawieniem, gdy Jongdae był blisko zrobienia szpagatu.
- Przestań być sadystycznym dupkiem. – Zapłakał żałośnie Jongdae, w końcu się przewracając. Próbował się podnieść, ale grawitacja nie była po jego stronie i biedny chłopak ponownie upadł. Parę przejeżdżających obok nastolatek zaczęło chichotać przez jego niepowodzenie, a Minseok bezwiednie do nich dołączył.
Chłopak na ziemi skomentowałby jak piękny uśmiech miał Minseok, ale w tej chwili potrzebował jego pomocy, a komplementowanie go zapewne przyniosłoby odwrotny skutek do zamierzonego. Dlatego kruczoczarny chłopak kontynuował jęczenie.
- Minseooooook – wydął wargi Jongdae.
- Coooo? – szydził Minseok.
- Pomóż mi – zażądał, sięgając w jego kierunku.
- Co z tego będę miał? – uśmiechnął się żartobliwie.
Nieudacznik siedzący na ziemi zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią. – Kupię ci lody.
Minseok podniósł brew. – Na kogo ja ci wyglądam? Na trzylatka?
Jongdae jęknął z irytacją. – Lody i odwiozę się bezpiecznie do domu?
- Zgodzę się na lody i pieniądze, żeby wrócić do domu autobusem.
Jongdae się skrzywił. Byłby naprawdę zadowolony, gdyby Minseok go trzymał, jednak na rolkach było to dla niego mniej przyjemne, ale się zgodził. – Zgoda.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. – Nadąsał się Jongdae. – A teraz pomóż mi wstać!
Minseok przewrócił oczami i chwycił Jongdae za jego rozbudowane ramiona, ostrożnie podnosząc go do góry do pozycji stojącej. Wtedy Jongdae spróbował zrobić krok do przodu, przesuwając się niezgrabnie do przodu i młócąc w powietrzu rękami jak jeszcze nielotne dziecko ptaków.
- Nie ruszaj się! – nakazał Minseok, gdy ustabilizował Jongdae swoimi dłońmi. Chłopak zawył żałośnie i złapał ciasno za przedramiona Minseoka. Rudowłosy zaśmiał się nad zachowaniem drugiego w tej chwili. – Okay, zacznę jechać – wyjaśnił. – Postaraj się pozostać w pozycji pionowej, jak najdłużej to tylko możliwe, dobra?
- Dobra.
- Nie zaciskaj swoich kolan, głupku. – Uśmiechnął się Minseok. – Przykucnij trochę. – Jongdae zrobił, co mu polecono. – Nie! Nie tak jakbyś siedział na pierdolonym krześle. – Parsknął śmiechem. – I zachowaj odstęp między swoimi nogami.
Jongdae niezgrabnie ustawił się w pozycji i po kilku długich minutach ślizgania się, w końcu był gotowy. Chłopak nie puszczał Minseoka od pierwszego momentu, kiedy pomógł mu wstać i Jongdae prawdopodobnie już zrobił siniaki na jego ramieniu, jednak Minseok był zbyt rozbawiony całą scenerią przed sobą, żeby to zauważyć.
- Gotowy? – zapytał Minseok.
- Mam nadzieję.
- Okay, więc ruszamy!
Wtedy lepszy rolkarz zaczął jechać tyłem, ciągnąc drugiego do przodu. Na szczęście nie było zbyt dużo ludzi na torze, ponieważ większość rodzin poszła do domu na obiad, jednak chłopak nadal musiał uważać, żeby w nikogo nie uderzyć.
Podczas pierwszych paru momentów lekcji jazdy na rolkach, biedny Jongdae zdołał się przewrócić niemal w każdym możliwym kierunku. Ostatecznie jednak Jongdae okropnie się potknął i przewrócił, podczas gdy jakże jego opiekuńczy instruktor wyrwał się z jego uścisku, zanim mógłby zostać pociągnięty w dół.
- Ow – syknął Jongdae, pocierając swój tyłek. Minseok schował się za swoją ręką i parsknął śmiechem.
- Naprawdę jesteś w tym okropny – stwierdził rzeczowo rudowłosy chłopak.
- Dzięki – powiedział sarkastycznie Jongdae, uśmiechając się delikatnie. – Masz może coś pomocnego do powiedzenia?
Minseok myślał chwilę, po czym odpowiedział. – Myślę, że w końcu sam załapiesz.
Jongdae był nieco zaskoczony, spodziewał się usłyszeć coś krytycznego od drugiego, ale w rzeczywistości otrzymał pół komplement. To było wielkie osiągnięcie dla kruczoczarnego chłopaka, zwłaszcza, że obserwował, jak Minseok ciągle się śmieje z jego wielu porażek.
Wkrótce Jongdae z powrotem był na swoich nogach i kurczowo trzymał się swojego instruktora.
- Postaraj się skręcić swoimi stopami w bok i odepchnąć się – poinstruował Minseok, patrząc się w dół. Jongdae również tam popatrzył, ich głowy musnęły się nieznacznie, wywołując drżenie w ich szyjach. Próbował postępować tak, jak powiedział Minseok, kopiując jednocześnie pracę jego nóg.
Po wielu próbach jazdy i upadaniu oraz po powtarzaniu wkoło tego procesu, Jongdae mógł z powodzeniem jeździć na własną rękę przez jakieś trzydzieści sekund, co było wielką poprawą, porównując do tego, od czego zaczynał.
- Whoop! – Ucieszył się Jongdae, gdy przesuwał się w stronę wyjścia z toru. – Czuję się teraz jak bardzo utalentowany człowiek, jednak myślę, że muszę zrobić sobie przerwę.
- Jak sobie życzysz. – Minseok wzruszył ramionami. – I kto tu jest teraz starcem? – zawołał, śmiejąc się i  odjeżdżając.
Jongdae radośnie przewrócił oczami, znalazł miejsce przy torze, gdzie mógł usiąść i obserwować, jak drugi z łatwością jeździ wokół. Wyglądało to prosto, jednak według Jongdae prezentował się całkowicie majestatycznie.
Kruczoczarny chłopak uwielbiał, jak spokojnie i opanowanie wyglądał Minseok, gdy jeździł wkoło. Wodził wzrokiem po każdym centymetrze jego twarzy, by zapamiętać ją z najdrobniejszymi szczegółami. Uwielbiał sposób, w jaki jego policzki przybierały różnych odcieni ciepłych kolorów z każdą inną ekspresją. Kochał jego zakrzywiony nos oraz delikatne powieki, za którymi ukrywały się ciemne, lśniące oczy, które odzwierciedlały wszystkie jego uczucia, które czuł chłopak. Serce Jongdae zatrzepotało na jego widok.
Minseok prawdopodobnie wyczuł spojrzenie drugiego na sobie, gdyż jego mina zmieniła się ze spokojnej na speszoną, zaczął starać się unikać wzroku Jongdae. Chłopak przyśpieszył i zrobił jeszcze kilka kółek, zanim zatrzymał się przed Jongdae.
- Gotowy, by spróbować ponownie? – zapytał, obserwując, jak Jongdae ostrożnie wchodzi na tor.
- Tak. – Uśmiechnął się zdeterminowany chłopak. – Tęskniłeś?
- Wcale.
- Schlebia mi to. – Jongdae pojechał do przodu, wpadając na niższego chłopaka i znowu łapiąc go za ramiona.
- Kolana osobno – przypomniał mu Minseok.
- Dobrze.
- Okay, idealnie. Zaczniemy powoli.
- Nie robimy tak ciągle?
- Cóż, dzięki tobie.
- Ouch. – Jongdae udał nadąsanego, a Minseok przewrócił oczami.
Pierwszych kilka minut szło zaskakująco dobrze. Jongdae jeszcze się nie potknął, właściwie jeździł z przyzwoitą prędkością, a Minseok był pod wrażeniem.
- Hej. – Uśmiechnął się rudowłosy chłopak. – Całkiem nieźle ci idzie.
- Bo mam całkiem niezłego nauczyciela. – Uśmiechnął się zuchwale Jongdae.
- Obrzydlistwo, przestań być dziwaczny – powiedział Minseok, a Jongdae się zaśmiał.
Jechali w milczeniu przez kilka chwil, po czym kruczoczarny chłopak wykrzyknął. – Myślę, że mogę spróbować samemu!
- Jesteś pewny? – zapytał przezornie Minseok, gdy Jongdae rozluźnił uścisk na jego ramieniu.
- Tak.
Ostrożnie Minseok odsunął się od drugiego, który teraz stał o własnych siłach, obserwował, jak odpychał się nogami do przodu.
- HEJ! – wrzasnął radośnie Jongdae. – Udaje mi się!
Minseok się zaśmiał. – Wreszcie. Tak trzymaj!
Rudowłosy chłopak jeździł ostrożnie obok drugiego, który nieumiejętnie próbował utrzymać stałe tempo. Wszystko szło dobrze przez kilka pierwszych chwil, do czasu aż kolana Jongdae nagle się pod nim ugięły.
Kruczoczarny chłopak krzyknął głośno, gdy starał się siebie ustabilizować. Instynktownie złapał się Minseoka, który się nie spodziewał, że będzie musiał złapać drugiego, więc zaczęli się ślizgać.
- JONGDAE… - zapiszczał Minseok, gdy Jongdae zaczął się przewracać do tyłu, ciągnąc go ze sobą.
Para niezgrabnie upadła, splątując swoje nogi i lądując twardo na ziemi. Jednak Minseok spadł na Jongdae, ale to nie powstrzymało uczucia bólu, jakie poczuł.
- Urgh – Minseok jęknął, odpychając się od drugiego.
Jongdae usiadł i potarł tył swojej głowy, jak rudowłosy chłopak chwiejnie zszedł z niego.
- Wszystko dobrze? – zapytał Minseok, trzymając się za swój policzek. To miejsce było obolałe z jakieś powodu.
- Tak, mam twardą głowę – chrząknął Jongdae. – A tobie nic nie jest?
- Może? Ja…
- Jasna cholera, ty krwawisz – wykrzyknął Jongdae, ciągnąc rękę Minseoka z miejsca, w którym trzymał swój policzek. Rudowłosy chłopak syknął cicho, kiedy zimne powietrze uderzyło jego ranę.
- Zraniłem się na twojej głupiej szczęce – skrzywił się Minseok, delikatnie dotykając miejsca naokoło rozcięcia swoją drugą dłonią. Jongdae przejechał swoją ręką wzdłuż swojej żuchwy. – Z czego jest to w ogóle zrobione? Z mieczy? – zapytał histerycznie Minseok.
Jongdae wzruszył ramionami. – Moja szczęka wygląda normalnie.
- Kurwa – warknął Minseok. – Dlaczego zawsze kończę krwawiąc, kiedy się spotykamy?
Jongdae ściągnął swoje wrotki i westchnął. – Nie wiem, ale wszystko, co możemy teraz zrobić, to znaleźć dla ciebie plaster.
Minseok wstał wraz z Jongdae i wyszli z toru.
- Możesz teraz dostać swoje lody, jeśli chcesz – zaoferował Jongdae jęczącemu chłopakowi obok niego. 

czwartek, 16 lipca 2015

Breakfast [5/18]

!Autorka!
a/n: nie, nie porzuciłam tłumaczenia tego opowiadania, mimo iż pewnie większość z was tak uważa. Wiem, że rozdziały pojawiają się rzadko, ale cóż, dowaliłam sobie wszystkimi fanfikami, które piszę/tłumaczę. Więc no, przepraszam, że trochę zaniedbuję tę serię.


- Więc pozwól mi postawić sprawę jasno – zaczął Luhan. – Cały czas byłeś wielkim, zrzędliwym wrzodem na dupie, niczym zeszczane dziecko, zniszczyłeś swoją randkę, a potem kubek? A teraz dajesz temu chłopakowi darmowe śniadanie. 
- Okay, po pierwsze, nie byłem z nim na randce – wyjaśnił Minseok. – Ale reszta się zgadza.
Luhan zagwizdał ze zdumienia i kontynuował wycieranie stołu. – Wow, twoje życie miłosne ssie – stwierdził beznamiętnie.
- Życie miłosne? Jakie życie miłosne? Ja nikogo nie kocham! Nigdy w nikim się nie zakochałem od kiedy skończyłem pięć lat – powiedział histerycznie Minseok.
Luhan podniósł swoje brwi, a Baekhyun, który podsłuchiwał przez cały czas, wystawił swoją głowę zza drzwi kuchni i także podniósł swoje brwi do góry.
- No co? Przestańcie tak na mnie patrzeć.
- We wszystkim jesteś taki oczywisty – powiedział Luhan, przewracając oczami. – Nawet przy swoich własnych emocjach.
Minseok spiorunował swojego chińskiego przyjaciela spojrzeniem, po czym wszyscy wrócili do pracy. Gdy rudowłosy kelner czyścił bar śniadaniowy, rozmyślał długo i intensywnie o tym, co powiedział Luhan.
- Nie kocham Jongdae – wyszeptał cierpko Minseok. Dość schlebiało mu zachowanie i słowa Jongdae podczas ich małego kawiarniano-obiadowego czegoś, jednak nieszczególnie się z tego cieszył. Sprawiało to, że czuł się słaby przez jakiś okropny, niezrozumiały powód i Minseok chciał to powstrzymać. Chociaż ciągle był trochę przezorny względem Jongdae, niski kelner wiedział, że musi z tym przestać i  może nawet trochę otworzy się względem drugiego. Kto wie, być może Jongdae wcale nie był taki zły.
Jednak ta myśl szybko się rozpłynęła, kiedy Minseok usłyszał przytłumiony pisk zatrzymującego się motocyklu. Chłopak wzdrygnął się, kiedy frontowe drzwi zaczęły się otwierać, gorączkowo rozglądał się za miejscem do ukrycia. Ostatecznie po prostu zanurkował za bar śniadaniowy i przeklął delikatnie pod nosem.
Po wszystkim, co wydarzyło się tamtego dnia, Minseok myślał, że przyzwyczaił się do kruczoczarnego chłopaka, jednak jego umysł wydawał się przestawić i zmienił swój tor myślenia.
- Hej Minseok! – krzyknął Luhan z przodu pustej jadalni, przywracając wspomnianego chłopaka do rzeczywistości. – Twój chłopak jest tutaj!
Minseok zachłysnął się powietrzem, krew napłynęła mu do twarzy, gdy wynurzył się zza baru. – On nie jest moim – moim – gula w gardle chłopaka nie pozwalała mu dokończyć jego odwetu, co spowodowało, że Luhan wybuchnął nieznośnym śmiechem.
Jongdae również zaczął chichotać, zdejmując swój kask motocyklowy i obserwując scenę rozgrywającą się przed nim.
Minseok wściekł się i przeskoczył przez bar śniadaniowy, rzucając się na Chińskiego kelnera. – Luhan, jestem, kurwa, zmęczony twoim debilizmem – syknął, kiedy wyszarpywał kask Jongdae z jego uchwytu, waląc nim Luhana prosto w brzuch. Gdy blondyn zaczął przewracać się na bok, Minseok chwycił menu i trzepnął chłopaka prosto w twarz, wysyłając go do jego śmiertelnego upadku w innym kierunku.
Luhan leżał bez życia na podłodze, a Minseok wsadził sobie menu pod ramię. – Tędy proszę – powiedział sympatycznie, wprowadzając kruczoczarnego klienta do stolika.
Ciągle trochę wstrząśnięty, ale bardzo rozbawiony, Jongdae zatrzymał się i zapytał. – Czy zamiast tego mogę usiąść przy barze?
- Oh… Pewnie – zgodził się Minseok z wahaniem. Jongdae musiał zauważyć, że jego stanowisko zwykle było przy barze śniadaniowym. „O radości” kelner warknął do siebie w myślach. Będzie musiał na niego patrzeć znacznie więcej, niż miał na to dzisiaj ochotę.
Kiedy klient był już usadowiony i zostało mu wręczone menu, Minseok nie wiedząc, co robić, zaczął czyścić już czyste szklanki z drugiej strony baru, gdy Jongdae zastanawiał się, co wybrać.
Po minucie Baekhyun wysunął swoją głowę z wnętrza kuchni i rozejrzał się dookoła. - Gdzie jest Luhan? Potrzebuję go na sekundkę.
- Minseok go zabił – stwierdził Jongdae, nie odrywając wzroku od menu.
- Oh, spoko – odpowiedział Baekhyun. - Powiedz mi, kiedy Szatan zdecyduje się wysłać go z powrotem z piekła.
- Zrobi to – powiedział Minseok.
Po chwilach wypełnionych dźwiękiem Minseoka myjącego wszystko ponownie, Jongdae wreszcie zamówił, a Luhan wrócił ze świata martwych.
- Minseok, to bolało – zajęczał Luhan, siadając niedbale obok Jongdae i oddając motocykliście jego kask.
- Może powinieneś przestać być fiutem – powiedział wyraźnie Minseok.
- Ciągnie swój do swego.
- Hej Luhan – zawołał Baekhyun, przerywając kłótnie chłopaków i podając Jongdae jego posiłek. – Możesz tu podejść na minutę? Potrzebuję twojej pomocy przy maszynie.
- Pieprzony idiota – westchnął Luhan. – Znowu ją zepsułeś?
- Może. Jeszcze tego nie wiem. Ty mi powiedz.
Gdy para ostatecznie wyszła, Luhan narzekając jak starzec, zostawili Minseoka i Jongdae samych w niezręcznej ciszy. Żeby się czymś zająć, rudowłosy kelner wziął przypadkową szklankę i zaczął ją szorować.
- Ile razy masz zamiar wszystko umyć? – zapytał Jongdae, śmiejąc się cicho.
Minseok poczerwieniał i ostrożnie odłożył szklankę, odchrząkując z zakłopotaniem. – Ja nie…
- Jasne. – Uśmiechnął się Jongdae, przerywając słabą wymówkę Minseoka, zanim w ogóle zdążył się nad nią zastanowić.
Jongdae podtrzymywał swoją głowę na rękach, gdy pogodnie przyglądał się Minseokowi, jakby to była najbardziej naturalna, nie mówiąc już normalna, rzecz na świecie. Rudowłosy chłopak przez to zesztywniał i przygryzł swoją dolną wargę, po czym zdecydował się ponownie umyć cały bar śniadaniowy. 
Jongdae uśmiechnął się do swojej kawy i upił łyk. – Minseok, ten blat jest tak samo nieskazitelny jak dwie minuty temu, kiedy go umyłeś – stwierdził.
Minseok zamarł, po czym powiedział zirytowany. – Co innego mam robić? Patrzeć jak jesz?
- Mógłbyś zacząć konwersację, jak rozsądny człowiek – zasugerował Jongdae z uśmiechem błąkającym się na jego wąskich, podobnych do kocich ustach.
Minseok zmarszczył brwi. – Nie mam niczego do powiedzenia.
- Cóż, ja mam.
Kelner podniósł brew i skrzyżował swoje ręce. – Co?
- Zastanawiałem się – zaczął ostrożnie Jongdae – czy być chciał iść pojeździć ze mną na rolkach w ten weekend.
- Pojeździć na rolkach? – zapytał Minseok szczerze zdumiony.
- Tak, znam fajne miejsce – wyjaśnił kruczoczarny klient z podnieceniem. – Pewni moi koledzy mi je pokazali kilka tygodni temu i pomyślałem, że może, no wiesz, moglibyśmy pójść.
Kelner myślał przez chwilę, ważąc wszystkie za i przeciw, przed udaniem odpowiedzi drugiemu. Ciągle był pełen obaw w kierunku Jongdae przez to, że był nieznajomym i bezpośrednio po tym wszystkim przez co przeszli, ale po wymienieniu wszystkich rzeczy, które prawdopodobnie mogły pójść źle, Minseok stwierdził, ze będzie w porządku. Poza tym tamtego dnia zachował się jak dupek w stosunku do Jongdae i możliwe, że będzie mógł mu to wynagrodzić.
- Dobra – powiedział obojętnie Minseok, a Jongdae wybuchł dzikim śmiechem.
- Świetnie! – wykrzyknął klient, kończąc ostatni kawałek swojego śniadania. – Przyjdę po ciebie o osiemnastej w tę sobotę! – Podał swoją dłoń kelnerowi, żeby ten zapisał na niej swój adres.
Minseok przewrócił oczami i wyciągnął długopis ze swojej kieszeni, zapisując numer swojego apartamentu na ręce Jongdae. Motocyklista podziękował drugiemu, zanim założył swój kask na głowę i odszedł w kierunku frontowych drzwi.
 - Tylko dlatego, że to śniadanie było darmowe, nie znaczy, że nie musisz mi zostawić napiwku – krzyknął gderliwie.
Jongdae machnął lekceważąco ręką, zanim odkrzyknął do drugiego. – Zapłaciłem za kubek, który wczoraj zbiłeś. Nic ci nie jestem winien!
Minseok skrzywił się, jak Jongdae opuścił jadłodajnię i odjechał na swoim motorze.
Luhan i Baekhyun wynurzyli się z kuchni, uśmiechając się porozumiewawczo do kelnera.
- Ktoś tu idzie na randkę – zagruchał Baekhyun.
- Jak zakochany homoseksualista – dodał Luhan z wielkim, sarkastycznym uwielbieniem.
Minseok warknął, trzepiąc Luhana mokrym ręcznikiem w szyję i rzucając talerzem, którego używał Jongdae, w twarz Baekhyuna.

~☆~

Weekend w końcu nadszedł, Minseok siedział w swoim apartamencie, czekając, żeby zegar wybił szóstą. Chłopak bez powodu był gotowy od ponad godziny i zaczął grać w jakąś głupią wyścigową grę na swoim telefonie.
Gdy Minseok miał przejechać przez most,  otrzymał wiadomość, która zakryła połowę jego wyświetlacza, co spowodowało, że jego auto wjechało prosto do oceanu.
- Kurwa – szepnął chłopak, zamykając aplikację z wielkim żalem.
Assdae: Już idę cię odebrać :)
Minseok parsknął śmiechem, zapomniał, że zmienił imię Jongdae na to przezwisko.
Minseok: Ok.
Minseok podniósł swój leniwy tyłek z kanapy i poprawił swoje włosy po raz któryś tego dnia. Naprawdę nie wiedział, czemu aż tak bardzo mu na tym zależało, gdyż oczywiście nie powinien się przejmować tym, co Jongdae o nim pomyśli. Minseok oderwał się od swojego lustra, by następnie bawić się bezmyślnie na swojej kanapie, dopóki nie usłyszał pukania do drzwi.  Podskoczył nerwowo i nagle przeszedł w tryb paniki, jak to miał w zwyczaju.
- Hej Minseok – zawołał Jongdae z zewnątrz po chwili. – Wiem, że jesteś całkiem stary, ale mógłbyś chociażby spróbować otwierać drzwi szybciej.
Na to rudowłosy chłopak otworzył swoje drzwi i skrzywił się mocno.
- Wreszcie! – krzyknął Jongdae. – Gotowy?
- Chyba.
- Dobrze.
Jongdae poprowadził Minseok do swojego motoru wepchnął zdezorientowanemu chłopakowi kask w ręce.
Minseok zupełnie zapomniał zastanowić się nad tym, że Jongdae miał motor, a nie samochód. Twarz chłopaka nagle nabrała niezwykle czerwonego koloru przez fakt, że będzie musiał dotykać drugiego na motocyklu. Czy był gotowy na to, żeby być tak blisko Jongdae? Nie ma mowy .
- Przestać się gapić na kask i go załóż – powiedział Jongdae, przewieszając swoje nogi wokół swojego pojazdu.
- Dlaczego, do cholery, nie posiadasz samochodu? – zapytał bardziej siebie Minseok. Przełknął głośno ślinę i wcisnął na głowę kask.
 - Ty też nie masz auta – odpowiedział Jongdae i zsunął swój własny kask.
- Touché.*
- Mój tata mi to dał jako prezent urodzinowy – wytłumaczył Jongdae. – Ponieważ motocykle są zwykle tańsze od samochodów.
Minseok pokiwał głową ze zrozumieniem i wkrótce ostrożnie zbliżył się do pojazdu. „Kurwa, będzie niewygodnie wspiąć się. Jestem za niski.” Pomyślał Minseok, zagryzając wagę z nerwowego nawyku.
- Przestań być starcem i wsiadaj – zaśmiał się Jongdae. Przychylił motor, żeby dać Minseokowi lepszy dostęp do tylnego siedzenia.
„Dlaczego tylne miejsce jest tak blisko przedniego?” zapłakał mentalnie. Przechodził właśnie przez poważny kryzys. Uważnie zahaczył nogę z boku motocykla, chwytając się tyłu koszuli Jongdae niemal instynktownie, kiedy prawie spadł, ustabilizował się na tylnym siedzeniu. Jego nogi zwisały nisko przy ziemi, gdy chwycił nimi obie strony motoru.
- Wiesz, że będziesz musiał się mnie trzymać, chyba że chcesz odfrunąć – powiedział Jongdae. Minseok mógł niemal poczuć, że chłopak uśmiecha się przez swój kask, ściągnął zdenerwowany razem swoje usta.
Wreszcie Minseok owinął lekko swojego ręce wokół drugiego i przełknął ślinę. – Tak dobrze?
- Nie – zachichotał Jongdae. Następnie szarpnął Minseoka do przodu, zmuszając nerwowego chłopaka do przybliżenia się do jego pleców i zamocowania ramion Minseoka wokół swojego torsu. – Tak jest dobrze. 
Czerwony sygnał zapalił się w umyśle Minseoka, ale zanim zdążył wykłócić się, Jongdae ustawił swój motocykl na wysokie obroty i szarpnęło nimi do przodu.
Rudowłosy chłopak krzyknął głośno i rozpaczliwie przylgnął do drugiego, kiedy zrobili kilka ostrych skrętów na ulicach i autostradzie.
Minseok czuł się, jakby zaraz miał umrzeć. Albo Jongdae celowo sprawiał, że ta wycieczka była niebezpieczna, albo był po prostu okropnym kierowcą. Jednak chłopak zadowolił się, kiedy motocyklista wykonał szaleńczy, zagrażający życiu zjazd z autostrady, unikając pięciu samochodów po dwóch różnych pasach.
Niedługo potem, gdy ich dzika przejażdżka dobiegła końca, Minseok szybko oderwał się od Jongdae, schodząc z motoru i zdejmując kask, by mógł prawidłowo oddychać.
- Jasna cholera, Jongdae – wysapał Minseok. – Czemu ty jeszcze nie zostałeś aresztowany?
 Wspomniany chłopak zsunął swój kask i zmierzwił swoje włosy, śmiejąc się z pytania drugiego. Trącił nóżkę i zszedł z motocykla.
- No weź, nie było aż tak źle – zachichotał Jongdae, uśmiechając się tym głupim kocim-uśmieszkiem, w który Minseok miał bardzo wielką ochotę przywalić.
- Było bardzo źle – odpowiedział. – Prawie umarłem.
- Muszę przyznać, że masz bardzo ciasny uchwyt – chrząknął Jongdae, trąc swój bok. – Nie dziwne, że stłukłeś tę szklankę tak łatwo.
Minseok naburmuszył się trochę, po czym znowu się uspokoił. Wtedy para weszła na tor i wypożyczyli jakieś rolki.
- Mam nadzieję, że nie jesteś taką katastrofą na rolkach, jak na motorze – westchnął Minseok, kiedy wiązał swoje buty.
Jongdae się zaśmiał. – Oh, właściwie nie wiem jak się jeździ na rolkach.

*dosłownie "dotkliwie"